SPONSOR
GŁÓWNY
KS Stal Ostrów

Strona główna Aktualności Seniorzy Srebrny medal Ewy Rosiak w Mistrzostwach Polski w nieprawdopodobnych okolicznościach

Srebrny medal Ewy Rosiak w Mistrzostwach Polski w nieprawdopodobnych okolicznościach


Kategoria: Seniorzy  |  10.03.2017r. 14:50 Marek Walczak

 Ewa Rosiak z ostrowskiej Stali została ponownie wicemistrzynią Polski seniorów w skoku w dal z rezultatem 6,12 m. Podczas Halowych Mistrzostw Polski Seniorów, które rozegrane zostały 18-19 lutego w Toruniu w niesamowitych okolicznościach sięgnęła po trzeci  - kolejny srebrny medal w mistrzostwach kraju, a jednocześnie czwarty "seniorowski". Odolanowianka - zawodniczka Stali Ostrów Wlkp. przegrała jedynie z olimpijką z Rio de Janeiro - Anną Jagaciak-Michalską z Oś. AZS Poznań - 6,35 m. Trzecie miejsce w konkursie zajęła Anna Kiljan ze Skry Warszawa - 6,08 m. Film z mistrzostw: Ewa Rosiak HMPS   Zdjęcia z Mistrzostw: FOTKI

 

Komentarz Marka WalczakaTen medal - wywalczony przez Ewę - był w niesamowitych okolicznościach. Do ostatniego momentu nie wiedziałem czy moja zawodniczka w ogóle wystąpi w tych zawodach. Prawdę mówiąc dawałem na to jeszcze kilka godzin przed startem 10-20% szans...

Ale zacznę od początku - po ubiegłorocznych sukcesach Ewy podnieśliśmy sobie poprzeczkę "wynikową". Chcieliśmy żeby Ewa skoczyła w sezonie zimowym ponad 6,30 m., a w sezonie letnim chcemy rezultatu powyżej 6,50 m. Ja zawsze zawodnikom staram się wytyczać cele wynikowe, a nie określać konkretnych miejsc w zawodach, gdyż te są pochodne osiągniętego rezultatu. Na wynik w zawodach mamy wpływ, lecz jak spiszą się rywale jest już poza naszym oddziaływaniem. Przygotowania do sezonu 2017 r. rozpoczęliśmy wyjątkowo wcześnie realizując je w dwóch etapach. W pierwszym, który trwał niemal do zawodów w Toruniu skoncentrowaliśmy się na poprawie siły i stabilizacji. W drugim etapie chcemy dopiero wejść z kluczem do dalekiego skakania - dynamiką specjalną. Jeśli to się nam uda Ewa może powalczyć o "seniorowskie złoto" i kto wie - może wreszcie wystąpić na arenach międzynarodowych. Ale to jest przyszłość...

Pierwszy etap przygotowań przebiegał od strony sportowej bardzo dobrze - Ewa realizowała dokładnie założone plany i efekty tego pojawiły się w końcu stycznia kiedy dysponowała niespotykaną dotąd szybkością i siłą. Problemy mieliśmy z treningami technicznymi i udziałem w zawodach, gdyż ze względu na moje problemy zdrowotne nie byliśmy wstanie tego w pełni zrealizować, a ponadto zawierzyliśmy agentowi, który proponował Ewie udział w mityngu w Belgii, lecz z niewiadomych powodów obietnicy nie zrealizował. Przed mistrzostwami odważnie zapowiedziałem, że jedziemy do Torunia po medal, a po cichu liczyłem na zakładany rezultat powyżej 6,30 m. Niestety , podczas ostatniego przed mistrzostwami treningu w Kaliszu na skoczni w dal stała się rzecz najgorsza z możliwych... Ewa podczas odbicia doznała poważnego urazu stawu skokowego uniemożliwiającego jej nie tylko skakanie, ale również bieganie. Do zawodów zostały 3 dni... w tym czasie nie ma możliwości się zrehabilitować. Co prawda udało się wstawić "na swoje miejsce" przestawioną chrząstkę, co niemal natychmiast przyniosło znaczna poprawę, lecz odbicie z tej nogi, na którą działają olbrzymie siły, wciąż nie było możliwe. Pojechaliśmy jednak do Torunia. Niestety, musieliśmy zrezygnować ze startu w pierwszym dniu w biegu na 60 m., w którym Ewa "tylko" wyrównując "życiówkę" zajęłaby V miejsce wśród najlepszych polskich sprinterek, a kto wie co by było przy jej aktualnej dyspozycji. Na następny dzień kiedy wyszła na rozgrzewkę przed skokiem w dal przyznam, że nie zakładałem możliwości wystartowania w zawodach. Jednak Ewa stwierdziła, że, co prawda z bólem, ale może biegać, ale o odbiciu nadal nie ma mowy. Padł pierwszy szalony pomysł by w pierwszym skoku pobiegła "na maksa" i spróbowała skoczyć na zasadzie "wszystko albo nic", lecz nie chciałem ryzykować jej zdrowia. Wtedy zrodził się drugi szalony pomysł - Ewa stwierdziła, że może spróbuje skakać z nogi przeciwnej, z której nigdy w życiu nie skakała... To było czyste szaleństwo - nawet dla osoby mało znającej się na niuansach sportu wiadomo, iż zmiana nogi czy ręki w czynności którą wykonuje się tysiące razy jest absurdalna. Dajmy tenisiście rakietę do drugiej ręki, albo sami rzućmy kamieniem przeciwną ręką... niemożliwe na tak wysokim poziomie. Jednak Ewa  wykonała próbny skok na hali treningowej z kilku kroków i zapadła decyzja, że tylko takie rozwiązanie daje jej w ogóle możliwość wystartowania w zawodach.

W wyniku losowania okazało się, że rozpocznie konkurs jako ostatnia - dwunasta finalistka. Stanęła na rozbiegu, a ja pragnąłem tylko jednego - żeby nic się jej nie stało... A ona pobiegła i... wykonała kapitalny skok na odległość 6,09 m. obejmując prowadzenie!!! To było niewiarygodne... Przyznam - łzy stanęły mi w oczach. Zrobiła coś niesamowitego!!! Oczywiście faworytka konkursu - Anna Jagaciak- Michalska w drugiej próbie uzyskała 6,34 a w kolejnej 6,35 m. i pewnie zwyciężyła, a Ewa o srebrny medal musiała walczyć do końca, gdyż "naciskały ją" - Anna Kiljan ze Skry Warszawa i Izabela Włodarska z AZS AWF Wrocław, które również zaliczyły skoki ponad sześciometrowe. W trzeciej próbie zawodniczka z Warszawy uzyskała 6,08 m. przegrywając z Ewą tylko o jeden centymetr, lecz zaraz moja zawodniczka zripostowała ten wyczyn rezultatem 6,12 m. Do końca nic już się nie zmieniło, chociaż w ostatniej próbie, kiedy Ewa stanęła na rozbiegu, mając już zapewniony tytuł wicemistrzyni Polski, poprosiłem ją by na ten skok "zapomniała" o technice i skoncentrowała się tylko na swym największym atucie - szybkości. Żeby ten skok nie wynikał z motoryki i rzemiosła, ale ze swobody i artyzmu... Był to daleki skok, lecz spalony i oczywiście nie mierzony przez sędziów.

Można sobie zadać pytanie - co by było gdyby skakała z nogi sprawniejszej?

Sukces ma zwykle wielu ojców, ale jestem pełen szacunku i podziwu dla Ewy, dla jej woli walki, dla jej determinacji i samozaparcia i to nie tylko podczas samego konkursu... Moja poważna choroba uniemożliwiła mi odbywanie z nią bezpośrednich treningów. Będąc w szpitalu, czy też nawet po wyjściu z niego nieraz nie byłem wstanie w ciągu dnia na skoncentrowaniu się przez kilka minut na "normalnych" rzeczach w tym rozpisaniu treningu. Ale często pokonując własne bariery mobilizowałem się - odbywaliśmy z Ewą i moim synem Michałem (trenerem la KS Stal)konferencje przez skype czy też facebooka - analizowaliśmy filmy z treningów i realizowaliśmy kolejne zadania. Wkład Michała był bardzo duży, gdyż on bezpośrednio odbywał z nią treningi, a nie wszystko w rozpisce treningowej da się przewidzieć i wraz z Ewą często przeprowadzali korekty. Pomagał Ewie również jej chłopak Marcin Pławucki, kiedy przyjeżdżał do Ostrowa lub Ewa wyjeżdżała do niego. No i oczywiście wszyscy dopingowaliśmy ją podczas mistrzostw kraju. O swojej chorobie dowiedziałem się na początku kwietnia ubiegłego roku. Starałem się walczyć o przezwyciężenie jej, a moje zawodniczki współpracowały ze mną i udowadniały, że można walczyć i zwyciężać mimo czasami przeciwności losu (zresztą w ubiegłym roku podobnie jak teraz Ewa - Julka Dutkiewicz sięgnęła po "srebro" w skoku wzwyż skacząc ze skręconą kostką). W ciągu tego czasu Ewa Rosiak dwukrotnie, Julka Dutkiewicz i przed dwoma tygodniami - Natalia Benedykcińska przywiozły medale z mistrzostw kraju. Dziękuję im za to i dziękuję Michałowi - mojemu synowi i Tomkowi Stodolskiemu za okazana pomoc podczas treningów.

« powrót
Galeria
DOŁĄCZ DO FANÓW








SPONSOR
GŁÓWNY
SPONSOR
PATRONAT
MEDIALNY
Ostrowski Portal internetowy
KLUB SPORTOWY "STAL"
OSTRÓW WIELKOPOLSKI


ul. Kusocińskiego 1
63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 7360039 (8:00 - 16:00)

Projekt i wykonanie Michał Moch
© 1947 - 2017 KS STAL. Wszelkie prawa zastrzeżone.